Tekst piosenki
Wdech. Wydech... Ślad.
Wdech. Wydech... Strach.
Nie licz dni... nie licz ran.
Księżyc wycieka przez palce jodeł,
Ziemia oddycha mroźnym chłodem.
Nie szukam ścieżek, nie znam granic,
Moje imię to Nocna Zamieć!
Pod łapą pęka lód, wokół cisza,
Nikt mnie nie zatrzyma dzisiaj!
Oczy jak bursztyn, serce jak głaz,
W moich źrenicach płonie las.
Nie jestem psem, co liże dłoń,
Pazury i kły to moja broń!
Jestem wilkiem, cieniem pośród drzew,
W moim wyciu drzemie śpiew i gniew.
Biegnę tam, gdzie kończy się świat,
Zostawiając za sobą krwawy ślad.
Wolność ma cierpki smak,
Samotny łowca, watahy brak.
Tam w głębi mroku, u kresu nocy,
Czekają głodne, wierne oczy.
Dla nich ten bój, dla nich ten hart,
By mogły kiedyś prześcignąć wiatr.
W mieście z betonu sny są ciasne,
Tam każde światło za szybko gaśnie.
Wy macie mury, ja mam przestrzeń,
Wy macie kłamstwa, ja mam dreszcze.
Gdy zawyję, pęknie nieba tarcza,
Prawda jest prosta... zwyczajna – las wilkom wystarcza!
Wiatr niesie swąd i obcy mi głos,
Nad legowiskiem nieuchronny los.
Młode piszczą, czuję ich lęk,
Nie zdążą uciec, nie mają szans...
Zaraz ich obronię, przerwę ten jęk!
Oddech tnie płuco, futro paruje,
Nie czuję bólu, choć ludzie mnie szczują.
Wpadam w ich środek, tętnice pruję,
Krzyk w ciemności – teraz ja poluję!
Rozszarpię mrok, wypluję strach,
Niech płonie śnieg, niech pęka świat.
Będę dla nich katem!
Gdy dopadnę gardeł,
Ostatni raz mój warkot usłyszą!
...I nastanie cisza.
Starzy bogowie patrzą z gór,
Rozrywając zasłonę chmur.
Pędzę przez mroczny las...
Nie budź bestii, co drzemie w nas...
Wdech. Wydech... Gniew.
Wdech. Wydech... Dom.
Wdech. Wydech... Zew!
Wdech. Kły. Broń!
Spójrz mi w oczy, nim zgasną gwiazdy,
Taki sam drapieżnik tli się w każdym.
Srebrny cień!
Wolność albo... śmierć!






