Tekst piosenki
[Intro]
Myśleliście, że to koniec? Że ten układ mnie pożre?
Ufałem w ciemno, a dostałem nóż w plecy...
Ale ja nie tańczę do cudzej muzyki. Słuchaj tego.
[Zwrotka 1]
Znowu dzwoni telefon, ale milczy, gdy są kłopoty
Chcieli dzielić się chlebem, a dzisiaj dzielą banknoty
Zbyt długo byłem ślepy, zbyt długo karmiłem żmije
Podałeś mi rękę bracie, szkoda, że fałsz w sobie kryjesz
Wypijmy za błędy, których już więcej nie zrobię
Sam sobie jestem sterem, sam odpowiadam za drogę
Widziałem jak chciwość łatwo zmienia ludzi w potwory
Dziś nie szukam fałszywych kumpli, zamykam za sobą tory
Mówili, że skoczą w ogień, dzisiaj by mnie w nim spalili
Prawdziwe oblicza wyszły w tej jednej cholernej chwili
[Refren]
Patrzyłem diabłu w oczy, widziałem w nich wasze twarze
Zamiast lojalności, tanie kłamstwa na ołtarzu
Piekło to nie jest miejsce, piekło to fałszywi ludzie
Zostałem sam z prawdą, po uszy w życiowym brudzie
Patrzyłem diabłu w oczy, ale nie zawarłem paktu
Teraz idę po swoje, na własnych zasadach, bez taktu
[Zwrotka 2]
Mówili, że Gho$t upadnie, że nie udźwignie ciężaru
A ja spaliłem wasz fałsz i podnoszę się z pożaru
Ile warta jest przyjaźń, kiedy nagle znika biznes?
Zostajesz sam na lodzie, w lustrze licząc każdą bliznę
Znam smak zdrady tak dobrze, nie zgrywam dzisiaj ofiary
Życie rzucało kłody, zbudowałem z nich filary
Nie zatańczę z demonem, bo to ja tu robię bit
To ulica i prawda, a nie żaden tani kit
Możesz ubrać się w Gucci, ale duszy nie wyczyścisz
Zostawiam was za sobą, nie należę do tej dziczy
[Refren]
Patrzyłem diabłu w oczy, widziałem w nich wasze twarze
Zamiast lojalności, tanie kłamstwa na ołtarzu
Piekło to nie jest miejsce, piekło to fałszywi ludzie
Zostałem sam z prawdą, po uszy w życiowym brudzie
Patrzyłem diabłu w oczy, ale nie zawarłem paktu
Teraz idę po swoje, na własnych zasadach, bez taktu
[Outro]
Ilu z was by tu stało, gdybym dzisiaj nie miał nic?
Można policzyć na palcach jednej ręki.
Reszta to tylko cienie, znikają kiedy gaśnie światło.
Ja idę dalej sam.
Bez paktów, bez was...
Bez was...
Bez was...






