Tekst piosenki
Na dole w barze jeszcze gwar,
choć ranek zbliża się boleśnie.
Hotel jak hotel, bar jak bar
i noc jak wiele nocy wcześniej.
Znam takie noce, znam ten stan:
te duszne szepty, śliski dotyk,
potoki słów, spojrzenia dam
odurzające jak narkotyk.
Hej, coraz trudniej jest połączyć bieg codzienny z nocnym lotem.
Każdy bal się kiedyś skończy i co potem?
Coraz ciężej spłacać kredyt, grać przez coraz wyższe fale.
Każdy bal się skończy kiedyś i co dalej?
Ja bywałem kiedyś tam,
w oczach mi gwiazd mętniało morze.
Dziś w zimnym łóżku leżę sam,
naraz mi lepiej jest i gorzej.
Lecz kiedy wreszcie przyjdzie świt,
pokoje chwiejnie się zapełnią,
żal nie ogarnie mnie czy wstyd
i tylko spokój będzie ze mną.
Coraz trudniej jest połączyć bieg codzienny z nocnym lotem.
Każdy bal się kiedyś skończy i co potem?
Coraz ciężej spłacać kredyt, grać przez coraz wyższe fale.
Każdy bal się skończy kiedyś i co dalej?
O utworze
"Koniec balu" to kolejna propozycja duetu autorskiego Maciej Balcar - Grzegorz Paczkowski, tym razem opisująca postawę obserwatora tzw. "Życia nocnego" w hotelach, podczas którego ludzie się wyluzowują i balują do rana, a potem się zastanawiają po co im to było. Wszelakie wyjazdy integracyjne są tego flagowym przykładem.
Maciej Balcar tak mówi o singlu:
"Koniec Balu" to bodajże pierwsza tekstowa propozycja Grześka dla mnie i w dodatku taka zupełnie nie konsultowana w kwestiach tematyki. Tym razem to ja robiłem muzykę do istniejącej warstwy lirycznej. Do tekstu, który nota bene, w dużym stopniu opisuje również moje osobiste obserwacje podczas ponad 2000 wyjazdów koncertowych na przestrzeni 23 lat pracy z Dżemem.
Grzesiek Paczkowski, z przymrużeniem oka, obserwuje i opisuje odwieczny ludzki dylemat: iść na imprezę i zabalować w wyborowym towarzystwem do rana czy raczej wyspać się i zrobić coś pożytecznego następnego dnia bez uciążliwego szumu między uszami. I bez poczucia straty…?
Dla niektórych być może problem wyda się trywialny, ale są i tacy, a, proszę mi wierzyć, jest ich całe mnóstwo, którzy z tym dylematem pozostają do końca życia, niezależnie od wieku… A będzie ich coraz więcej skoro już wymyślono specjalną, na te okoliczność, jednostkę chorobową o nazwie FOMO.






