Tekst piosenki
W fabryce bielizn pogrzebowych Marcysia, żywa niczym skra, Na pomysł wpadła, by szefowi Trzy pary czarnych majtek skraść. Wnet odesłała łup skradziony, Gdy się rozniosła o tym wieść, Ten dosyć absurdalny pomysł Napełnił ją największym ze szczęść Szef, który nie chciał, żeby przyszłość Podwładnych spowił jakiś cień, Wymłócił ją, aż dziecko przyszło Na świat, a ona zeszła zeń.






